kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Siedzimy sobie otoz wczoraj w pokoju i rozmawiamy. Tamcio koniecznie chce nowy samochod bo nasze Mondeo jest na ostatnich kolach. Ja oczywiscie twierdze, ze sie rozchoruje jak natychmiast nie polozymy nowego dywanu. Wyprowadze sie, poplacze oraz po raz kolejny dostane depresyjki  takiej malej. Norma. Szantaz.
Nie zadzialal. Tamcio ma dar przekonywania obiecujac gruchy na wierzbie. Nie gruszki wlasnie. Gruchy!
No i dalam za wygrana. Ja wole w nocy spac niz sie klocic.

a teraz mala zgadywanka. Co moj uszczesliwiony malzon zrobil z samego rana???
no??

a.
Poszedl wybrac dywan.

Kocha mnie jeszcze nie ?
:-)

Zimno bylo!
Trafilysmy na tydzien potwornych mrozow, i pieknego slonca. dwa w jednym bylo.
Zalatwilysmy prawie wszystko w tym ZUS. I tu sila powstrzymuje sie od niecenzuralnych wyrazow. Cztery razy w tym ZUSie bylysmy donoszac papierki. Szczesciem przyjela nas naprawde mila Pani i pomagala jak mogla z papierologia i procedurami. Szlo o mamy rente po tacie coby sobie na koncie zbierala. Na szczescie nie musi z tego zyc. Panstwo dba o swoich obywateli coby im przypadkiem za wygodnie na rentach nie bylo. Nie to co tutaj w szalejacym kapitalizmie…
Taki sarkazm mi sie wlaczyl.

Cmentarz mnie przygnebil i zmrozil. Brodnowski (podobno najwiekszy w Europie) miesci duza wiekszosc osob ktore odeszly z mojej rodziny. Snieg lezal, mroz trzaskal, i bylo… mgliscie. w sercu tez.

Przez tydzien zalatwilysmy wszystko co sie dalo z notariuszem wlacznie, wiec teraz mozey chyba odetchnac. Mama spi lepiej i jakas taka jest bardziej usmiechnieta i zrelaksowana.
Czy juz na prostej?…

Wracalam do domu. Na skrzydlach, ze nie musze tam zyc. Nie wiem czy bym potrafila. Nie wiem czy miala bym sile.
Moj dom jest tutaj. To juz 7 lat!
Nie jest latwo zyc w ogole, ale tutaj prosciej.

Jeszcze tylko pies przyjedzie i jestesmy w nadszarpnietym ale jednak komplecie.
Bez taty juz nic nigdy nie bedzie takie samo.
Ale bedzie jakos i w ogole. I tego sie trzymajmy.

Zamykam rozdzial walki z czarna dziura po jego naglym odejsciu. Moge juz isc dalej.

Mimo i za reke z tesknota.

w pracy

Brak komentarzy

Siedze w pracy i sie nudze. Oraz nie mam polskich znakow totez od razu przepraszam za banialuki.
Nudze sie pierwszy raz odkad tu pracuje.
Jest piatek. Po POLUDNIU. Pol firmy wywialo juz albo odbieraja wolne za nadgodziny.
Drugie pol pracuje woooolniej,
Telefony milcza.
Boss siedzi po cichu i udaje ze go nie ma.
Jest bosko.

Nikt mi dzisiaj nie zawraca gitary. Nie spesze sie – nie mam stresu.
Moge sobie dowolnie dlugo myslec nad rozwiazaniem problemikow.
Moge sobie posurfowac, kolezanka obok ma lunch i… spi.

eee… nie
wlasnie sie obudzila i prosi zebym tak mocno nie walila w klawiature.
Bede litosciwa. Ona ma depresje, wiecie. Trzeba byc dobrym dla cierpiacych.

To sobie tak przebimbam do piatej. a potem… zaczne sie spieszyc.
Mackowi to, Tamowi tamto, jeszcze mamunia, jeszcze…
milion rzeczy przed snem :-)
a potem?
SOBOTA!!!!!

Się dzieje.

1 komentarz

Jadę do Polski na tydzień pod koniec miesiąca. Oraz wcale sie nie cieszę. Polska biurokracja mnie dopadła i dusi.
(nie będę klęła… nie będę klęła!… nie będę GŁOŚNO klęła!!!!)
Po śmierci taty trzeba wreszcie pozałatwiać sprawy spadkowe, rentowe dla mamci, psie, urzędowo sklarbow i Bóg-wi-co jeszce.

Wiecie, ja juz osiwiałam. nie wiem czy się da jeszcze bardziej.
Ale zawsze moge jeszce dostać
a) zawału (i jak spodkam TAM tatę to mu nagadać do słuchu)
b) rozstroju żołądka (najlepiej w kolejce w ZUSIE)
c) malusiej przytulnej depresyjki.

Chociaż wam z innej strony powiem tak:
juz wiem, że w TAKICH sytuacjach poznaje sie ludzi. I z tej najlepszej, najbardziej pomocnej i uczynnej strony. I z tej najgorszej.
I wiecie co? zwykle jest to na odwrót niz sie spodziewasz.

Nie nie opowiem.

Jeszce mnie boli.

Jak odpuści to powiem. Ważąc słowa.

Oj uśmiechnęło się coś we mnie kiedy zobaczyłam, że jeszcze tutaj zaglądacie, oj tak!
Należy się wam kilka słów o tym co się działo i co się dzieje w naszym kociołku. Jak już wspomniałam zamieszkała z nami moja mama.
Maćko z miejsca zaczął mówić po polsku, co mnie ucieszyło bo ze mną gadać nie chciał. Rozumiał oczywiście ale mówić po naszemu, czyli po ludzku nie chciał. A teraz owszem pełnymi zdaniami i BEZ PRZERWY!
Ja wróciłam do pracy i jestem księgową tak jak zawsze chciałam. O pieniądzach nie rozmawiam bo nie mam na co narzekać. :-P
Pisać trochę nie mam czasu, o wierszach mówię oraz fotografować nie mam kiedy. Tylko tyle.
Nie zdawałam sobie sprawy jak strasznie jest zajęta pracująca mama, nawet mając babcię na poorędziu!
No kurde urwanie macicy!
ale nie kochani. Nie narzekam. Ja jestem zadowolona. Szczęśliwa jeszcze nie ( to ciągle reminescencje sierpniowej tragedii) ale i to przyjdzie.

A. Wiosna idzie informuję uprzejmie. w Hazelhead na trawniku wyszły już krokusy. I KWITNĄ!

Wasza J.

Wracam

3 komentarzy

Witajcie!
Mam nadzieję, że jeszcze czasami tutaj zaglądacie?
Postanowiłam kontynuować bloga, bo jednak pełnił on w moim życiu rolę nie tylko terapeutyczną ale i był motorem do… myślenia. Zmuszał do refleksji. I tego mi bardzo potrzeba. Dystansu i refleksji. Samolubnie więc będę pisała. Samolubnie ale dla Was.

Przez prawie ro duuużo sie u mnie zmieniło.
W Sierpniu nagle na zawał zmarł mój Tato, co wywróciło mój i mojej mamy świat do góry nogami. Aktualnie mama mieszka z nami (Misio jest w siódmym niebie). Ja wróciłam do pracy : no iiii. nie mam czasu podrapac sie w nos. O tym później,. Jeszcze Wam naopowiadam.
Na razie notka: wróciłam. I ciesze się.

Jesteście?

na pewno zawieszenie. Coraz rzadziej tu zaglądam coraz więcej mam blokad przed napisaniem co się właściwie w krainie deszczowej dzieje. A deszczowo jest i bez obietnicy tęczy. Nie przechodzi mi przez usta to co czuję a wiec i nie daję rady pisać. Zawieszam blog na czas nieokreślony. Ten blog.
Poetycki blog zostawiam jak jest. Podobno najpiękniejsze wiersze pisze się będąc nieszczęśliwym.

Dziękuję WAM, że tak długo mi towarzyszyliscie. Za śmiech, łzy i przyjaźń. Za dyskusje i zrozumienie. Bardzo jesteście mi bliscy.

Joanna

Pełnych słońca i ciepła, rodzinnych i spokojnych życzymy również całą rodziną wszystkim którzy tu zaglądają.

P.S. Jedzcie jedzcie! przepisy na diety później! :-)

Nop. Wreszcie spełnilo się moje marzenie o powrocie w siodło. W zeszła Niedzielę zaczęłam i już nie przestanę.
Daje mi to niesamowitą radość i opoczucie absolutnego szczęścia i euforii. Nie nie przesadzam. Ujmuje lat i dodaje życia.
Jeżdżę sobie po lesie i pod końskim ogonem mam rzeczywistość.
Oraz mi dobrze.
Nop. To hajda na kuń. Nie ma mnie dzisiaj. Jest słońce i wiatr we wlosach.

No tak. Dziecko nas dzisiaj oświeciło, że otóż ma ”dziewczynę”. Dziewczyna ma lat 3 z haczykiem i jest córeczką mojej fumfeli. Oraz ma na imię Alicia i Maciek ją kocha.
Taaak. Wcześnie zaczyna, przy czym moje dzieciatko to jest naprawdę fajny facecik i bardzo o swoją girlfriend dba. A to jej wepchnie do buzi czekoladkę, a to przytuli, a to przyprowadzi za rąsię do mamy kiedy płacze (Alicia nie mama) i w ogóle jest czystej wody gentelmenem. Normalnie serce roście. Z dumy.


  • RSS