O godzinie szalonej jak na ekscesy kulinarne, 23.30, przyszlej mamusi  zachcialo sie jesc. Ssanie poczulam co prawda juz w polowie przedtem ogladanego filmu o Szczurku Ratatoulie co to koniecznie chcial zostac Kucharzem, ale usilowalam je zignorowac , myslac ze moze jednak do rana dociagne…Chodzilam kolo lodowki dobre dziesiec minut nie mogac nic sensownego wymyslec. Lodowka pelna ze sie drzwiczki nie zamykaja, a ja nie mam co jesc! Owszem, produkty leza przygotowane na sobotnia uczte, cos na kanapki tez sie znajdzie ale inwencji mimo glodu nie mialam za grosz! Juz mialam zrezygnowac z silnym postanowieniem ze jednak poczekam, a tu w drzwiach staje moj ulubiony czlonek rodziny. Niesmak i oburzenie mial wymalowane na twarzy ale oczka cos podejrzanie blyszczace. Po czym z ulubionym tekstem na ustach: „You are pain on a…” przystapil do wydawania krotkich acz tresciwych rozkazow: Deska do krojenia! Noze! Patelnia! Oliwka!Chaos zapanowal z miejsca w dosc swiezo posprzatanej kuchni. Na deske wjechaly kolejno: duzy pomidor, fasolka „Mamut”, mini kolby kukurydzy – sztuk dwie, czerwona cebulka oraz szczypiorek. Pokrojone na dosc drobno warzywka zostaly podsmazone. Rozbeltane jajka z odrobinka smietany , soli i pieprzu trzeba wlac na to wszystko, szybko zmieszac i zostawic zeby sie scielo pod spodem. Wyraznie dobrze bawiacy sie Pan i Wladca oswiadczyl (patrzac jak przebieram nogami przy kuchence) ze to nie jajowka i trzeba delikatnie i powoli. Poczekac az sie zrobi na okolo brazowa skorka i wtedy wlozyc patelnie z zawartoscia pod grill. Odczekac az sie gora zetnie i… na talerz. Kochani pamietajcie, ze Omlet na talerzu ma byc zlozony w pieroga, inaczej to nie Omlet – ale rozdyzdana breja. Jedzenie o dwunastej w nocy nie sprzyja trzymaniu linii ale za to jak wspaniale robi na relacje malzenskie! Czego i wam zycze!Pozdrawiam.