Malinowi zjawili się brzaskiem nieomalże okolo trzeciej po poludniu wyglodnieli i zmarznięci zaraz po spacerze w pobliskim parku. Już w drzwiach przepraszali że tak wczesnie, bez sensu troche, bo wiadomo, że do do Naszego Domku najlepiej  wpaść własnie na glodzie. Zresztą i tak nie pomogło bo kolacja była proszona na 7.30 co by Barbara od rana się do nas wybierając na wieczór dotarła. Tu wtrącę mimochodem ze Basieńka osoba wspaniala skądinad, spóźnia się konsekwentnie, zawsze około godziny.  O suchym pysku przepękali więc do jej przybycia, powitanego brawami, bo o dziwo tym razem przyszła tylko 10 minut po czasie.
Zaczęlismy od zupy z pomidorów (Tomato and Basil) proszę nie mylić z polską Pomidorową.
Dwa kilogramy pokrojonych pomidorów, dwie duże cebule, kilka cząstek czosnku  wrzucamy do garnka i  podgrzewamy  na wolnym ogniu nie dodajac ani kropli wody tylko łyzkę stołową oliwy z oliwek do momentu aż zrobią się miękkie. Wlewamy okolo 50 gramów przecieru pomidorowego i okolo pół litra wywaru warzywnego. Dodać trzy puszki gotowych grubo posiekanych pomidorów, wszystko razem podgotować i zmiksować. 100 g brazowego cukru z 100ml octu balsamicznego (balsamic vinegear) zagotowac, dodac do zupy i zagotowac ponownie. Dodać 300ml słodkiej śmietany , około 25 gram swieżej bazylii i doprawic do smaku. Podaje sie taka zupę z kropelką kwaśnej śmietany i francuską bułeczką.  Broń was Panie Boże potraktować zupy makaronem albo ryżem. Wystarczy że zupa sama w sobie jest gęsta.
Ponieważ po starterze musielismy odpocząć ja też to zrobię – wybaczcie, ciąg dalszy jutro.