kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

trzydzieste pierwsze. Mężona niet. Basieńka będzie wieczorem. Oj. Piję wino. Całe życie przede mną. No to zdrówko!

Wiem że się opuszczam, wiem. Ostatni tydzień spędziliśmy z Tamciem na pracowitym urlopie. W szkocje wywiało nas ledwie raz, za to bardzo porządnie, bo do St Andrews. Piękne miejsce, bardzo przypomina śródziemnomorskie miasteczka. Może dlatego też, że upał był jak cholera – taki mało szkocki. Aż się normalnie zamoczyłam w Morzu Północnym!..
A poza tym malowanie pokoiku dzieciecego, przestawianie mebli i takie tam. Przy tym okazało się że Tamcio ma duszę artystyczną bo wymalował na ścianach chmurki i słoneczko. Sam. Z własnej inicjatywy i nie przymuszany przez nikogo. Oraz dumny chodzi.
A dziecię pcha sie na świat, wczoraj zrobił alarm, ale potem sobie odpuścił i zostawił mamuśkę w niewąskiej konsternacji. Ech.. Będzie wcześniej.
Za dwa dni mam rodziców tutaj. Nareszcie!!!!

Mamy urlop z Tamciem:
malujemy pokoik dla maleństwa i wieszamy obrazki i takie tam. Nie nudzi nam się w związku z tym wcale. Poza tym ogłaszam wszem i wobec że owszem: jestem grubsza. nie z grubsza, ale naprawde mi wagi przybyło. hmmm. czwarte pietro bez windy… Same dziecko z ustrojstwem 12 kilo. Hmm. dobra mam 3 kilo ponad to co przed ciążą. Nie pójdę z tego powodu na most i do Donu nie skoczę. A własnie! W ramach zapewniania mi innych rozrywek Tamcio zaprowadził mnie dzisiaj nad rzekę Don, do Seaton Parku. Faaajnie bylo. w Aberdinowie piekna pogoda więc wygrzałam kości. Bajecznie!
Aktualnie zeżarłam piątego pączka. I nie mam wyrzutów sumienia. WCALE!!!!
Jutro idę do dentysty auuuuuuuu…!!

Ależ bardzo proszę – specjalnie dla Bażancika:

10 żółtek
6 łyżek Caster Sugar
500 ml double cream   
esencja waniliowa (można też inne)

I teraz tak: motamy żółtka z cukrem, prawie na kogel-mogel w misce. miske wstawiamy na garnek z gotującym się wrzątkiem i powoli dolewamy śmietanę mieszając cały czas do zagęszczenia się masy – to zajmie jakieś 15 minut. Dodajemy esencję i zdejmujemy znad pary.
Do żaroodpornych naczynek na dno wsypujemy drobnopokrojone owoce, albo płatki czekolady, albo co tam chcemy, zalewamy masą. Po ostygnięciu (nigdy przed!!!) wstawiamy do lodówki żeby nam się ustało i zagęściło do końca.
Podajemy w  naczynku na talerzyku wraz z sosem (może być dowolne coulis ze sklepu, można takie wykonać) albo dżem albo bitą śmietanę albo short bread.
Na sekundę przed podaniem posypujemy wierzch caster sugar i karmelizujemy go płomieniem. Trzeba uważać żeby nie spalić.
Ma być gorące z wierzchu i zimne z dołu.
Można cudowac dowolnie ze smakami. Podałam przepis podstawowy. Coulis to jest taki… niedorobiony dżem – płynny i bez dodatku żelatny.
Smacznego!!!

A teraz od siebie:
Trzy dni wolnego rozleniwiły mnie kompletnie. Zepsuła mi się pralka. Normalnie, zaraz przed tem jak miałam robić wielkie prańsko. Nic takiego. Obluzowały się śrubki w drzwiczkach. Chciałam wziąć śrubokręt i jak to po naszemu śrubki przykręcić. A tu chała! Nie wolno bo gwarancję stracę. Trzy dni nie mogłam uprać bielizny i Tamciowych whitesów do pracy, bo panowie ze sklepu przywieżli pralkę zastępczą dopiero wczoraj. Naszą zabrali, zawiozą do Dundee do naprawy i za jakieś dwa tygodnie zwrócą.
Nie będę się wyrażała gdzie tu sens i logika, bo młodzież dzieło czytuje. Glupota szczytowa… Cztery śrubki!!!
No cóż. Każdy musi mieć pracę. i tak pół godziny pracy zamiast kosztować … nic?… kosztuje: godzine pracy panów do noszenia ciężarów, paliwo do Dundee i spowrotem do vana, dłuuugi i mało sympatyczny telefon do servisu, oraz godzinę pracy pana naprawiającego sprzęt. Na głowę upadli. Z wysoka.

Poza tym lato się zrobiło i fajnie jest. za trzy dni mam wakacje. Ufff.

Każda z nas, nawet ta najbardziej niesmiała pragnie czasami usłyszeć coś miłego. Fakt nie podlega dyskusji, bo poczuć się docenionym znienacka jest takim pozytywnym szokiem. Wyrastają nam skrzydła, świat wydaje się do zdobycia i to łatwym szturmem.
Nie tylko kobitki, nie tylko! Bardzo lubię Tamciowi czasem przypomnieć że jest taaaki wielki. bo coś tam. Nie wazne. Bo jest. Lubię pokazywac ludziom co w nich lubię i cenię i jak bardzo ważni są dla mnie.
I powiem wam cos. to działa w dwie strony. Uśmiech kogoś bliskiego, zawstydzony wyraz pyska to balsam na duszę.
Proponuje konkurs na najpiękniejszy komplement jakim obdaowalismy lub zostaliśmy obdarowani. Opowiedzcie mi o tych uczuciach. 

Z innej beczki. Doskonale wiem, że obiecałam zdjęcie Tamciowego dania głównego i od razu kajam się strasznie. Nie zdążyłam bo zostało pożarte w trzy minuty. Przepis na to muszę wyjąć Tamciowi z umysłu i wpiszę. to mogę obiecać. no to czekam. 

Położna zapodała mi, że najlepszym sposobem na rozładowanie paniki są techniki relaksacyjne typu skurcz-rozluźnienie. oraz skupianie uwagi na czymś i liczenie. No nie wiem. Liczenie na przykład baranów weszło mi już w krew bo codziennie spotykam co najmniej kilku…
Nic to jednak. Ćwiczę. Oddycham. Zaciskam pięści i rozluźniam. I coś mnie trafia. Kałacha poproszę to mi przejdzie jak puszczę serię po… no właśnie: celów brak! No bo do kogo i za co? Echhh. Strzelnica?..
Tamcio wczoraj gotował 3 godziny tak się wziął i zawziął. Na początek zupa Pomidorowo-bazyliowa którą już Wam kiedyś opisałam. Potem zrobił Crem Brulee z jagodami i coulis (taki sos owocowy) – też chyba pisałam. Danie główne zostawił sobie na sobotę bo robi coś co sam wymyślił i robi to drugi raz w życiu. Ogólnie – baraninka (sic!). Jakieś dwa lata temu zrobił to danie w Deeside Golf Clubie dla jakchś tam oficjeli i karierę na tym zrobił z listem gratulacyjno-dziękczynnym włącznie. No to honornie będzie. Wczoraj tylko zrobił jeden z sosów, rodzaj gravy, a właściwy sos ma zamiar zrobic na świeżo. Będzie mój ulubiony z czerwonej cebuli, rapsberry vinegar i brązowego cukru. Co wnikliwsi już też o nim tu czytali.
Oświadczam, że BĘDĘ piła wino. Grzech nie tknąć do takiej biesiady. Pały nie zaleję (to dopiero po porodzie)…
Na razie się relaksuję i szperam w internecie szukając odpowiedniej muzyczki. I jakoś leci kabarecik. Sprawozdanie będzie ze zdjęciem włącznie ale to po niedzieli. Goście już jadą. Mają być o szóstej. Tamcio w domu sprząta. I proszę nie pytać jakim cudem – bo sama nie wiem. Przecież nie perswazja!…
I Tym optymistycznym akcentem.. do zoo…

Mam mieszane uczucia co do tej całej szkoły rodzenia. Jestem raczej osóbką o naturze otwartej i sympatycznej ale tutaj coś nie zagrało. Blokada i koniec. Pewnie to skutek paniki przed-porodowej bo za Chiny Ludowe nie jestem w stanie włączyć się do zamieszania. Całe szczęście że Tamcio ze mną chodzi i robi za tarczę oraz gwiazdora. Ja nie muszę w związku z tym i słucham tylko co się mówi. Mówi się nawet ciekawie i bez wiwisekcji i filmików pokazowych. dzięki Bogu!!! Horrorów z zasady nie znoszę a moja psychika i tak z lekka jest nadwyrężona. No to wczoraj już PO podeszłam sobie do pańci Julii (prowadzącej) i od serducha powiedziałam jak się czuję i dlaczego. Kurde! Pełne zrozumienie i pomoc nastąpiła natychmiastowa!! Zostało mi kilka rzeczy wytłumaczone, uspokoiła mnie kobitka tak, że jak tylko wyszłam to z ulgi zalałam się łzami oraz… nie mogłam wymówic słowa dobre 5 minut. No to teraz do boju. Stres jakby mniejszy i już nie wmówię sama sobie że jestem nienormalna, depresja to nie jest i nie będzie, i w ogóle to będzie dobrze. No dobra. Wierzę.
Glinowo wczoraj w postaci dwóch przystojniaków nas nawiedziło w celu spisania Tamciowego zeznania bo nieszczęsny przyuważył jak się banda nastolatków włamuje do czyjegoś samochodu. Ubaw mialam i przyjemność bo było na co popatrzeć. Nie chcieli kawy ani coca-coli. Że może co: otruję?!
Echhh.
Tamcio robi popisówę na sobotnią noc – znaczy się obiad na 4 osoby i dwa koty. (co Wam napewno opiszę bo coś się ze wstawianiem przepisów opierniczam ostatnio)Może Barbara dobije…
A ja robię Kapusniak na jutro co by Ciotka i John nie szli spać po podróży wozem kampingowym z Londynka o suchym pysku.
No.
To zabawa w toku.

Przypomina mi się taki serial: Alternatywy 4. Rozumiecie: balkon bez podestu, drzwi donikąd, cieć z nieodłącznym petem w japie..
No dobrze. Podobno zalewam sąsiadkę z dołu. Podobno mówię bo u mnie w mieszkaniu sucho jak pieprz i rzadne takie tam. Rok temu mieliśmy remont i kuchni i łazienki z całą armaturą i rurami. No i skopali sprawę kontraktorzy bo nie wymienili tych starych w podłodze. W związku z powyższym mam rozpiernicz łazienki świeżej i pięknej. Płakać mi się chce bo mam gości w piątek do niedzieli. Pragnę krwi.
Już pomijam drobny fakt napastliwości sąsiadki dla której mój prywatny czas nie liczy się wcale, mało tego powinnam siedzieć kamieniem w domu w oczekiwaniu na łaskawe pojawienie się hydraulika w bliżej nie ustalonym terminie. No. Sąsiadka Litwinka. Też post – K, czyli norma.
Ogólnie cyrk.
Mam szkołę rodzenia dzisiaj. Idę jak na ścięcie.
Pomimo to mam niezły humor. Nie spałam pół nocy i przypadkiem widziałam jak glinowo o 4 nad ranem wyprowadza i pakuje do wozu jednego z moich sąsiadów. Takie młode coś co to alkohol traktuje jak ja sok marchewkowy. Znaczy napój życia. No to wytrzeźwieje przez 24h. Zaoszczędzi na Buckfaście (takie tutejsze wino marki wino). Sama radość. Dzieci w jego części bloku prześpią noc. Npiszę petycje na glinowo żeby częściej dla ogólnego uzdrowienia osobnika i jego sąsiadów.
Swoją drogą co jest że gliny w tym kraju morda w mordę przystojne, aż się chce zakrzyknąć: Ach skuj mnie, skuj!
No nic. Will keep you informed.
to cze.


  • RSS