kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

Czekam jakies dwa tygodnie na wizyte u pediatry. W tym chorym systemie pediatra to jest specjalista i żeby się doń dostać trzeba przejść przez korowód innych GPisów czyli lekarzy rodzinnych lub pierwszego kontaktu. No to czekam na łaskawy list ze szpitala (gdzie raczą urzędować) i nic. Maciek ma zapchany nos- normalne!, Maciek trzyma główkę w jedną stronę aż ma przkurcz – normalne! Maciek ma permanentne zaparcie – normalne! Nie toleruje Formuly-normalne! (…)
Czuję sie bezsilna i wściekła. Dodzwonić się nie da, i tak w kółko. Cholerny świat!…
Głową muru?.. Otóż nie. Nie ze mną te numery. Łeb sobie rozbiję ale ten mur rozwalę.
I nie ma że trzeba czekać.
I ze łzami w oczach i pianą na pysku  będę skakała do gardła kretynom z NHS-u. Już mnie nauczyli że tak trzeba. Beton cholerny!!!
Tylko siły mam jakby mniej. Ręce opadają…
Miało być optymistycznie. Ratunku.

Tak do mnie mówili moi męscy psiapsiołowie przez całe moje nastolatkostwo i jeszcze troche później. Hmm. No to mi chyba obcieli bo becze jak bóbr. Wróciłam do pracy. Wychodząc dzisiaj z domu ryczalam z trudem rzecz utrzymując w tajemnicy. Powtarzanie sobie mantry „chłopaki nie płaczą” i „bądź mężczyzną” nie działało. No bo ja tak mam. Ja chciałabym być twarda Jak Roman Bratny – tyle że się nie daje. Shit!…
Musiałam również z różnych względów porzucić karmienie piersią – czego odżałować nie mogę i jakoś tak mam wrażenie kompletnego odcięcia pępowiny. Rozumiecie: już nic ze mnie tak fizycznie, fizjologicznie. 
Malinowa kiedyś mi powiedziała że jak urodziła to odczuła pustkę taką pod sercem.. Hmm. Ja też to mam tylko właśnie teraz.
Jedyną dobrą strona tego jest to że teraz już mogę zacząć chudnięcie. Zostało mi do zrzucenia po ciąży jakieś 5kg. Dam rade.
No to do zoo w lepszym humorku.

Nie Kryśka, bo nie znam. Sz kurde we wtorek wracam do pracy. No to co że Magiczny zostaje z Babcią i nic mu nie będzie?? Słowo: moja Mateńka rozpuszcza go nieprzyzwoicie. To co że finansowo będzie dobrze? Pod ogonem to mam!!!
Ja wiedziałam że tak będzie.
Plan taki był.
Ech… (westchnęłam rozdzierająco i oklapłam w sobie)

Chcecie przepis na grzanki do zupy i sałatek?…
A to proszę.
Się kupuje chleb tostowy.
Się go kroi na malutkie (cholera – skojarzenie) sześcianiki.
Się podgrzewa na patelni oliwę z oliwek.
Się wrzuca na gorący tłuszcz i sypie: granulowany czosnek, sól, pieprz, paprykę, oregano lub bazylię.
Się robi na chrupko,
Się wysypuje na pergamin albo papier żeby tłuszcz odsączyć i sypie parmezanem. Tartym!
Się je.

A teraz z innej beczki; czy zauważyliście że w tutejszej telewizorni to tylko gotują, kupują albo sprzedają antyki, kupują albo sprzedają domy i wysiupawywują (wyraz własnie wymyślony) do Hiszpanii??..
No sz kurde! I filmy w kólko te same, bo jak kooocham Nicosia Cage’a to National Treasure piąty raz nie obejrzę!!!
I tak o.
Dzień za dniem.
Do wtorku pięć dni. Trzeba się zacząć hartować.
To pa. Idę.

Właśnie kilka dni temu obchodziliśmy rocznicę ślubu. Pierwszą. Dostałam od Tamcia wiiieeelki bukiet kwiatów orchidei i lilii.
A i tak staż mamy dłuzszy bo jestesmy razem już 3 lata i razem mieszkamy niewiele krócej.
Dobrze jest mieć dom, takie miejsce dokąd zbiegają sie dni. Dobrze mieć kogoś kto jest sensem tych dni i powodem dla którego zawsze się wraca do domu. Moje małe Idaho.
Howgh!

Mieć stalowe nerwy. Naprawdę. I nie osiągalna dla mnie zdolność olewania rzeczywistości. A co najmniej zdolność przechodzenia obok i zaciskania zębów przy umiejętności zachowywania kamiennej twarzy.
Wróciłam do pracy, co prawda jeszcze nie na full time ale jednak. I mam rozdwojenie jaźni, uczuć, kierunków działania i w ogóle schizofrenię sytuacyjną. Że nie dosypiam – norma i obowiązek, da się znieść.
Że nie zawsze wiem co zrobić jak Maciej wrzeszczy.. no cóż – nie urodziłam się matką i nie warto oczekiwać od siebie samej cudów i wszechwiedzy. A jednak trafia mnie szlag jak coś spieprzę, czegoś nie zauważę, źle odczytam ów wrzask i zmiast (phi!) zmienić pieluchę pcham mu na siłę jeść. Albo się nad nim trzęsę bez sensu.
Hmm. Praca też pozwala nabrać dystansu. Nie, nie do Maćka. Do siebie. Do własnych uczuć i ciągłego uciekania depresji. Jeszcze raz (który to?..) się udało. Wyrok odroczono. Może nie padnie.
Przepraszam. Mroczna strona mojej osobowości czasami też musi znaleźć ujście. Nie można być zawsze słodkopierdzącą.
To pa! wrócę jak się zregeneruję.

Obiecałam zdjęcie Macieja. No to proszę:

http://www.garnek.pl/kraina1/2897559

Uczę się korzystać z hostu toteż proszę amatorów (co poniektórych) moich zdjęć o daleko posunietą cierpliwość. Acha i potrzeba mi kilku dobrych rad na temat zrobienia fotograficznego portfolio. Jak sie ktoś zna to prooooosze mi dać znaka, będę wdzięczna!…

Z ostatniej chwili: Leje deszcz. Deszcz deszczy deszczowo, deszcząc deszczem deszczyście.

W moim magicznym domu
wszystko się zdarzyć może
same pisują sie historie
sam się rozgryza orzech…

wole wersje Mariana Opani jak to spiewał stojąc w smietniku. Szukalam tego w necie ale znalazłam tylko wersję audio. hmm.
Ze szpiegowskim pozrowieniem:
Karramba!…

Jesiennie nawet. Grzybów po lasach zatrzęsienie i nikt ich nie zbiera! Z okien samochodu widać takie okazy ze oko bieleje. Wózkiem tam nie wjedziemy toteż odpusciliśmy sobie zbieranie i podążylismy do Braemar na Highland Games. Zbiorowisko prześmiesznych indywiduów w kiltach oraz prawdziwych męzczyzn w tychże strojach. Z przewagą ostatnich. Heh. Gry jak gry, sportowa rywalizacja, komercha na całego. Ja tam wolę Szkocką wiochę i prawdziwe gry i zabawy. Ale nie no. Fajnie bylo i micha mi się śmiała bo ogólnie lubie piperów (szczególnie w bandzie) i tańce lubię i Royal Deeside w całosci.
Mateńka moja zachwycona i mój syn-in-law  Darran też. Maciej natomiast rozjechał nas i wbił w podziw. Spał cały czas, budził się raz na jakiś czas i nawet jak mu nad uchem gruchnęła orkiestra piperów na paradzie otworzył oczy szeroko i sluchał. I nawet nie zakwilił, że za głośno. Sz-kocina znaczy się. Rasowa. Hmm. Mniemam, że mu sie podobało bo gebęcja mu się też śmiała. Wie co dobre! A ciekawe swoją drogą co by powiedział na … zespół Mazowsze?… Albo dętą orkiestrę górników ze Ślunska albo tańce u Górali?..
Się okaże. :-)
Mateńka podziwia urodę Szkotów i strasznie jej żal, że muszą takie raszple grube mieć za druga połowę społeczeństwa. Haaa!!! No tak. Właśnie… Popieram…
Idę sobie. I zaraz wracam.
P.S. Janku Polonusie jak sie wstawia zdjęcia bo znowu nie wiem a mi mail od Ciebie wsiąkł. Buziaki to all!


  • RSS