kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2009

Wpadł na to jak sie to robi dzisiaj na playgrupie. Po prostu sobie do mnie przypełzł i oczekiwał braw. Dostał je a jakże!
W ogóle Maciejka robi piorunujące postępy w rozwoju co czyni Mamuskę dumną i bladą.
No jasne, że się przechwalam i takie tam. Ale wiecie oczko w głowie i koniec pieśni.

Czytałam ostatnio Andrzeja Pilipiuka „Oko Jelenia” i serdecznie polecam miłośnikom fantastyki. Dobra pozycja na poczytanie sobie w celach wyłącznie rozrywkowych. A co by sie intelektualnie powypasać proponuje Dukaja „Lód’ – właśnie czytam. Powieść ma 1050 stron (o uczto!!!) i jest niezwykła. Szerzej o niej jak doczytam i mam nadzieję na nie dłużej niż za miesiąc.

Poza tym dawno nie było kuchennych przepisów toteż dzisiaj będzie o znienawidzonych, tutejszych UGOTOWANYCH już burakach co to są w sprzedaży miast świeżych oraz nie obrobionych.
Zakupiwszy takowe (wiadomo: z braku laku i kit dobry) postanowiłam zrobić sałatkę uprzednio podpatrzywszy jak to robi Dorotka. Ona dodaje jabłko (!!!)
Ja po przepis zadryndałam do nowopoznanego polskiego kucharza Bartka co to jest szefem mojego mężona (!!!- x 2)

Sałatka buraczana z przytupem:

Ugotowane buraki scieramy na tarce,
dodajemy sół, pieprz
ocet koniecznie biały
cukru trochę
i chrzan (Horseradish sauce) – 1 stołową lyżkę
i odstawiamy na godzinkę do lodówki.
Jak mówiłam Dorota dodaje starte jabłko i też jest dobre tylko już bez octu!!

Da się zjeść. Tylko uwaga!!! Buraki działają przeczyszczająco!

Obejrzałam wczoraj w nocy Katyń A. Wajdy i… Mimo, że nikt nigdy przede mna prawdy nie ukrywał, że miałam szczęście do wychowawców i nauczycieli historii i wiedziałam od zawsze jaka jest prawda… Film mną wstrząsnął i obudził we mnie dwa przeciwstawne uczucia. Z jednej strony re-sentyment do Ruskich (celowo użyję tego okreslenia, bo dzisiaj to Rosjanie) i Niemców, zimą nienawiść przez pokolenia i historię mojej Rodziny. Z drugiej strony prosty, ludzki spokój i dumę z poczucia przynależnosci do narodu. Umarłych nikt nie wskrzesi i tak Panie Wajda ważna jest Pamięć i Prawda.
Ja wiem, że wielu z was powie dość już martyrologii. I też się zgodzę, że rozdrapywanie ran już może co najmniej nudzic czasami, ale ja ten film obejrzałam w towarzystwie mojego męża, który historię Polski trochę zna i Europy też. Zdumialam się, że ogólnie to wiedział CO się tam wydarzyło ale bez szczegółów i zadawał mi pytania i pomyślał przy tym i zrozumiał trochę więcej o Nas.
Już wie dlaczego tak mocno jestem nadal Polką, mimo że niedługo będę rownież obywatelką Wiekiej Brytanii. Dlaczego płaczę przy filmach i książkach o dawnej, wojennej Polsce i dlaczego jestem jaka jestem w głębi duszy. I dlaczego tak sie cieszę kiedy mogę mu to wszystko pokazać i wytłumaczyć.
I wiecie co jeszcze? Maciek jest Polakiem i też będzie WIEDZIAŁ.

Z innej beczki troszeczkę: jak macie dzieci i nie stronicie od muzyki klasycznej chciałabym wam polecić składankę „Dla Uszka Maluszka” którą można dostać w wysyłkowym Empiku i Merlinie. Są to 3 płyty: Zabawianki, Nauczanki i Usypianki ze składanką krótkich utworów nadających sie świetnie dla maluchów. Maciuś bardzo lubi sobie sluchać. Muzyka klasyczna  podobno bardzo dobrze wpływa na rozwój mózgu i co za tym idzie muzykalności, inteligencji i takich tam. Polecam szczególnie, bo to jedna z lepiej wykonanych skladanek tego typu.

- Ty Toffi, ty sie kurde rusz! Zmiana na fotelu! – Groźnie zamruczał Sam wskakując Toffiemu prosto na glowę.
- O raaany a tak mi dooobrze… Mały mnie wymęczył rano… – poskarżył się Toffi otwierając jedno oko.
- No wlaśnie! Złaź i twoja kolej, bo ja łysy zostanę! Właśnie usiłował mi podziurkować ogon! – ponaglał Sam.
- Echhh, a Ona co?
- Ona twierdzi, że go uczy kochać zwierzątka… – westchnął powtórnie Sam i wepchnął sie pomiędzy oparcie fotela a ledwo
ciepłego Toffiego, po czym wyprostował łapy z pazurkami.
- Ej no co Ty?! Nie musisz zaraz używać przemocy!… – Miałknąl Toffi i z lekkim ociąganiem wlazł Mackowi w łapki.

Świąt nie było widać w Aberdinku. Sklepy pootwierane normalnie, normalna Niedziela. Nawet odkurzacz kupiłam w Tesco, bo mi się stary zepsuł a ja na okruszki na podłodze spokojnie patrzeć nie mogę. Basia zrobiła obiad, że palce lizać, Tamcio zachwycony barszczem a ja wieprzowinka w grzybach i hiszpańskim winem. Cudo.
Mój ślubny pracuje teraz z Polakami co sobie bardzo chwali, bo chłopaki robią co do nich należy i to dobrze. No i ma do nich stosunek wysoce koleżeński w związku z czym poprosił mnie o upieczenie mazurka bo biedne żuczki musiały pracować i wiecie: jakoś trzeba było im humory poprawić. No to upiekłam, czemu nie. I zawieźlismy im do owej pracy w ramach zajęczego prezentu.
Nie wiem może on punkty zbiera u Pana B?

Ponoć Onet mi zrobił reklamę i stąd tylu gości wczoraj. Cieszę się i zapraszam nawet tych gości krytycznych.
Nie no. Naprawde mi miło.
Machamy łapami i prosze nie wyrywajcie mnie z kontekstu i nie oceniajcie ad hoc po przeczytaniu jednego posta.
Pozdrawiam nowych czytaczy.
Bo wiem, że sa :-)

Życzenia

1 komentarz

Wesołych Świat, spokojnych i w gronie kochanych i kochających. Niech sie Wam darzy szczęście codziennie.
Życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga.

Joanna, Tam i Maciej

Dawno sobie już umyśliłam zamieszczać na blogu recenzje z przeczytanych książek i tym samym prowadzić rodzaj ich ewidencji. Jak wiecie czytam namiętnie i mogłabym całkiem będąc szczęśliwą zostać taką na przykład bibliotekarką.

Po przeczytaniu drugiej części przygód (raczej historii kryminalnej) nadinspektora Patera (nie Patra, bo się tak nie odmienia) dochodzę do wniosku, że czytanie wszystkiego co wychodzi spod pióra Pana Marka Krajewskiego przyprawia mnie o dreszcz szczęscia i jednoczesnie nerwowe i niecierpliwe obgryzanie paznokci. Ciągle mam bowiem niedosyt i chciałabym, żeby opowieść się nie kończyła a sama książka jako taka miała z tysiąc stron druku. Znudzić się nie może.
Jest to czarny kryminał, soczysty, prawdziwy, męski a jednocześnie bardzo dobrze osadzony w rzeczywistości. Jest pięknie inteligencki ale i inteligentny w fabule.
Czytam u Krajewskiego ( i Czubaja oczywiście – współautora) o miejscach które znam dobrze i widzę akcję oczyma nie tylko widza ale i uczestnika, kibica nieomalże.
Poznanie treści zostawię już Wam i przy okazji radzę zacząć od Alei Samobójców, bo jest to integralna i nieodzowna pierwsza część serii. Potem jak już Krajewskim sie zarazicie poczytajcie serię o Breslau i Eberhardzie Mocku. I nie życzę spokojnej nocy bo wiem, że jej nie prześpicie. Jak to nałogowcy. Jak ja kiedy czytam po blady świt.

sinusoida

2 komentarzy

Ja wam powiem, że zycie to taka sinusoida. Mnie akurat, dzieki ci Panie, właśnie zaczęła piąć sie w górę. Jakoś tak w niedzielę wracając z Glasgow POCZUŁAM, że sie coś zmieniło, coś mi powiedziało, że koniec zapaści i teraz „The only way is up!’
I miało to coś racje, bo wczoraj (to po pierwsze) poprawił mi humor mój ulubiony fryzjer Radzio robiąc mi na głowie i w glowie tez pożądek. Włoski mam ścięte na Twiggy z lat siedemdziesiątych, czyli jeszcze krócej. Ha! I nawet jakby jaśniejsze!
No a dzisiaj moja mamina wysyłając mi książkę upragnioną od miesięcy. Acha. Z dołka finansianego też już niedługo wyjdziemy i bedzie dobrze. Bo to zawsze trzeba pamiętać, że;
a) nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło
b) jak jest źle to dobry znak bo musi lepiej być
No.
Maciek miał ospe wietrzną (chicken pox) ale już nie ma i mam spokój.

A jesli mówimy o szczytach to szczytem przerażenia był dla mnie alarm p-pożarowy w hotelu o północy w sobotę, a my kurde na siódmym piętrze!!!! Na szczęście nie zdążyłam spanikować bo Tam z miejsca przejął dowodzenie i mnie spacyyfikował po czym wyprowadził w ciągu 3 minut w pełni zaopatrzonych w najważniejsze rzeczy. Alarm okazał sie mocno na wyrost ale jednak. Osiwieję przed czterdziestką!


  • RSS