kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

Maciuś zrobił samodzielnie pierwsze kroki. Wzruszające jak ten berbeć jest zdeterminowany, żeby już samemu biegać, urawć się mamusi i w długą poznawać świat.
He he.
Babcia z Dziadkiem padną jak muchy. Maćko ma juz wszystkich w kieszeni.
cztery dni i plaża.
zazdrościcie już :-)))

Nie pisałam bo Maćko sie mi strasznie rozchorował. Mysleliśmy, że na świńska grypę ale na szczęście był to „tylko”  jakiś wirus żołądkowy. Dzieciak miał prawie czterdziestostopniową gorączkę i inne okropne sensacje, zaliczył karetkę, szpital, GP dwa razy i G-doctora raz. I żadnych leków oprócz calpolu i ibuprofenu!!!! Nie dali bo nie mają lekarstwa albo nie wiadomo im było jaki antybiotyk… Ktoś powinien spalić NHS. Ja nie mówię, że w Polsce lepiej (bo tak go by pewnie szpikowali czym się da) ale do cholery…
Szczękościsk miałam pięć dni.
Przeszlo mu. Je juz normalnie, bawi się i rozrabia. A ja mam jego pierwsza poważniejszą chorobę za sobą i choć wiem że nie ostatnią to coś mi się robi na myśl o następnych nieuniknionych.

Jeszcze 10 dni i jedziemy na wakację i to mnie trzyma przy życiu. Muszę odpocząć bo zwariuję.

Zostałam znowu wywołana do tablicy, ale chętnie sie włączę do zabawy. Jest to zabawa w podaj dalej tylko trzeba zmienić pytania. Ja mam swoje od Lakomej. No to jedziemy:

1) Polykasz ksiazki jednym tchem, czy czytasz po jednym rozdziale przed snem?

To zależy. jesli książka jest dobra to czytam do upadłego, do tragicznego, acz szczęsliwego niewyspania. Potem jeszcze mi się czasem książki śnią. Jesli książka mnie męczy czytam po trochu, czasem rezygnuję czasem doczytam.

2) E-book czy tradycyjna, papierowa ksiazka? Jesli e-book to na ekranie komputera czy na e-book readerze?

Zdecydowanie wolę papier aczkolwiek będąc tutaj czasami muszę polegać na e-bookach. Czytam na laptopie.

3) Czy zdarzylo ci sie, ze ksiazka tak cie pochlonela, ze przegapilas przystanek, stacje? Jesli tak, to jaka to byla ksiazka?

Zdarzyło mi się siedzieć na nudnym wykładzie i tak się zaczytać, że nie zauważylam jego końca. Wykładowca był pobłażliwy bo czytałam Tolkiena a ona była ‚z tych”

Teraz moje pytania:

1. Czy uważasz kryminały za książki z dolnej półki? Dlaczego?
2. Czy wchodząc do czyjegoś domu automatycznie szukasz półki z książkami i zaczynasz o nich dyskusję?
3. Dlaczego ludzie nie czytają?

Do tablicy wywołuję:
Fado, Makatkę i Asol.

Fajny miałam dzisiaj wieczór. Siedzieliśmy sobie z sąsiadami na podwórku, bo ciepło i przyjemniaście. Normalnie to ja unikam spendów, ale dzisiaj nie zdzierżyłam i poleciałam na dół. Maćko baraszkował z dzieciarnią a my dorosli sobie plotkowaliśmy. pozbyłam się trochę ciuszków Maciejki – Kim dostała dwie paki prania :-) oraz tubki linomagu bo Nicola ma na rękach wściekłą egzemę. Próbowałyśmy to leczyć mąką ziemniaczaną, pomogła ale nie do końca.
Fajnych mam sasiadów. A to nam samochód zreperują, a to humor poprawią. Ehh.
Angela pokochała paluszki a Paul naszego Lecha. W sumie integracja.
:-)

I  niby nic a mnie jest miło!

jeeesssu jaki mialam tydzień!…
No taki mniej wiecej paskudny, chooociaż było kilka przebłysków, które prawdopodobnie uratowały mi psyche bo już byłam na cholernej krawędzi.
Wybaczczcie, że nie opowiem co sie działo. Opowiem o tych przebłyskach.
Bycie mamą to chyba najbardziej samotne zajęcie w kosmosie. Po pierwsze to mąż-wąż permanentnie w pracy, po drugie to ja juz nie istnieję w liczbie pojedyńczej. Istnieje w liczbie podwójnej: samojedna.
Czas na relaks znalazłam. Raz.
Maćko padł po playgrupie na której pojawiła się słownie JEDNA mama. I tak sobie zawędrowałam aż do biblioteki gdzie dorwałam „Dom na Klifie” M. Szwai oraz kolejny kryminał Klejnockiego – ciąg dalszy „Przylądka Pozerów”. Zwęszylam szansę na chwilę dla siebie i czym prędzej pobiegłam po kawę na wynos.
Usiadłam sobie w centrum mniasta, na cmentarzu kolo katedry (za park toto robi).
Nóżki na wózek, kawcia do łapy, muffinki awaryjnie obok i hajda czytać. Przerywał mi co piętnaście minut dzwon i musiałam czatować żeby M zakryć uszy…
Najpierw sie spłakawszy (książka się smutno zaczyna) potem śmiałam się w głos, nie mogąc opanować. No wiecie: Szwaja! Studenci obok i przechodnie mieli ubaw też szczególnie kiedy próbowałam odgonić paskudnego seagulla polujacego na moje ciacha…
W sumie godzina zleciała fajnie i naprawde humor mi się poprawił.
Pan w sklepie fotograficznym zato posłuzył za natchnienie - przegadaliśmy tez z godzinę na tematy przyrodo-makro-fotograficzne a weszłam tylko podpytać o ceny dużych wydruków.
I jakoś poszło. I jakoś idzie.
Jeszcze 4 tygodnie i wakacje…


  • RSS