kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

Jakoś mi było ciężko po powrocie znowu poczuć się w domu. Jednak u rodziców jest najprzytulniej i beztrosko i ciepło. Pomimo koszmarnego powrotu: spóźnilismy się na samolot (jakiś potworny wypadek w Polsce i straszny korek na Autobanie w Niemczech), bankructwo z powodu last-minute biletów na samolot i pociąg (lądowanie było w Glasgow), zostawienia w taksówce plecaka z moim świętym aparatem (później się znalazł bo kierowca był uczciwy i w ogóle kochany) zalania sąsiadów rozmrożoną lodówką (potem się okazało, że to jednak nie my tylko rura w ścianie) i w ogóle katorgi wróciliśmy i zyjemy. Po tygodniu jestem w stanie o tym rozmawiać bez czkawki.
Anyway znowu jestem u siebie, tyle, że tęsknię nieprzytomnie.

Maćko chodzi bez trzymanki oraz dokonuje sztuk rozlicznych i śmiesznych przy tym, pocieszek jeden.
Sąsiedzi nam się jedni wyprowadzili i teraz polujemy na tych co sie wprowadzili coby się poznać i zakumplować skoro taka na skwerze tradycja. wymyśliłam street lunch na przywitanie jesieni i czekam na odzew reszty towarzystwa (dwie sąsiadki już ostrza sobie zeby na popisy kulinarne) ja mam im zrobić bigos i ciasteczka kruche. Bigos bo się pytały co się robi z sauerkraut, bo w sklepie widziały ale nie wiedzą po co to i na co komu zgniła kapucha, a ciasteczka kruche bo co roku na święta piekę ich potworną ilość dla dzieciaków z sąsiedztwa i teraz dorośli sobie zyczą też. No mam nadzieję, że wypali.

Przeczytałam Moniki Szwai „Gosposię prawie do wszystkiego” i z serca polecam zestersowanym. Zblazy i smuty wieją gdzie pieprz rośnie!

Co słychać u was?

Wróciłam

Brak komentarzy

a tego co przeżyłam wrogowi nie życzę. To znaczy drogi powrotnej jako że samolot nam wziął i uciekł i w związku z tym:
a) odszczekuję to co na Niemiaszków czasami napluję bo generalnie miły jest to naród i bardzo nam kilka osób pomocnym było.
b) jadę gdzieś bo miłe wspomnienia z wakacji szlag trafił.
c) ręce mi opadły ale JESZCZE ŻYJĘ!!!!

Zdjęcia w galerii zaraz będą, pogoda była Gorrrąca.
Przytyłam jak cholera (ale podobno mi do twarzy)
i jak ochłonę to wam poopowiadam jeszcze.


  • RSS