kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

Pamiętacie przypowieść o talentach? 
Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.


Ja sie ostatnio tak zastanawiałam właśnie jakie to ja mam talenta rozliczne? Że umiem pisać i mi to gładziej idzie niż przeciętna (absolutnie się nie wywyższam tylko bezczelnie powtarzam zasłyszane :-)) Że tańczę całkiem całkiem oraz potrafię tego uczyć, że nawet gotuję z radością (to nabyte ostatnio, wiecie: synek) I TE DE
To ja ciągle nie wiem CO ja mam MU zwracać. Przecież nic nie mam jak ta, jak jej tam, od poezyji śpiewającej…
I nic nawet materialnie, bo to co mam to o kant tyłka?…
Ech Panie Boże! Zgrzyt zgrzyt…

Idu do robotu

1 komentarz

Z nudów. Z braku stymulacji i motywacji ide do robotu na pare godzin dziennie bo wariuje i kota dostaję. Nie zrozumcie mnie źle. Ja Maciejke kocham miłością szaleńczą i pare godzin sam na sam z tatusiem (Nursery mówimy stanowcze NIE) nic złego nie zrobi a ja odpocznę, nabiorę dystansu i mózg mi znowu zacznie pracować bo same studiowanie nie wystarcza. Musi się coś dziać w moim życiu, ja się nie nadaję do redukcji długoterminowej.
A z drugiej mańki to ja mam sąsiadkę. Z czwarym dzieciątkiem w ciąży, szczęśliwą jak prosię w deszcz bo ona się w tym znajduje i do pracy zawodowej to ona nie chce wracać. Bo ma swój sens życia w dzieciach. Nie nie myślę o niej – zredukowana – przeciwnie, myślę o niej: spełniona w swoim powołaniu.
A ja nie. Po prostu nie. I tez mam prawo.
Czas mi sęe będzie musiłl porozciągac. Ale ja tak lubię. Ja LUBIĘ być baaaardzo zajęta. Tylko cholera jakoś zróżnicowanie. o.

Ja Wam kiedyś mówiłam, że jestem mól książkowy i najchetniej to bym zamieszkała w księgarni lub conajmniej w bibliotece. Tylko mi trzeba chipsów i piwa, żebym przy lekturze oszczędzala pazurki. Okay, może być winko i brie w kosteczkę ewentualnie czekolada wedlowska albo ta niemniecka z okienkiem z orzechami jak pięść.
No. To ja Wam powiem, że książki leczą. Leczą dusznie. Leczę się zwykle Chmielewską (nadal potrafie ze śmiechu dostac czkawki, choć każdą jedną Jej powieść przeczytałam z dziesięć razy) teraz również Szwają (coś mi się ciepło w okolicach osierdzia robi) oraz czarnym kryminałem Krajewskiego. Wiecie to juz z resztą bo pieję o tym co nowego przeczytam od razu na blogasie. Czekam na „Erynie” wyżej wymienionego zgoła mentalnie pod Empikiem. Mentalnie mówię bo tak na prawdę to zrobiłam takie pre-zamówienie. Się okazuje, że Krajewski jest rozrywany i dobrze bo jest to klasyk, choc współczesny powieśc kryminalnej. I daj mu Boże zdrowie, bo gnialny.
No. Tak. Książka leczy. Niezawodnie.

zawiesiłam. Nowy rok jak każdy inny, walka o przetrwanie, smuty i male radości. Malutkie.
Byle do przodu, na załamkę nie mam czasu. Nie mam czasu też odpocząć, zatrzymać się i popatrzeć z boku. Taaak.
Przerwę mam, wybaczcie, byle czego nie chcę pisać. I znowu…
ZARAZ WRACAM


  • RSS