kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2010

A pamiętacie?

Edyta Geppert

Zamiast

Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękice,
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz,
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka,
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać.
Ja się nie skarżę na swój los,
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję że,
Że chyba wiesz co robić Panie?

Ile mam grzechów, któż to wie,
A do liczenia nie mam głowy,
Wszystkie darujesz mi i tak,
Nie jesteś przecież drobiazgowy.
Lecz czemu mnie do niebios bram,
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak,
Jak gdybyś chciał uczynić świętym.
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Nie proszę więcej niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że,
Że chyba wiesz co robisz Boże?

To życie minie jak zły sen,
Jak tragifarsa, komediodramat,
A gdy się zbudzę, westchnę cóż,
To wszystko było chyba zamiast.
Lecz póki co w zamęcie trwam,
Licze na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl,
Przecież nie jestem tu za kare.
Dziś czuje się jak mrówka,
Gdy jakiś but tratuje jej mrowisko.
Czemu mi dałeś wiare w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Choć wiem jak będzie jutro rano,
Tyle powiedzieć chciałam Ci,
Zamiast pacierza na dobranoc.

No. To dobranoc…

Szkocja juz dawno udusiłaby się w oparach fish and chips. Albo absurdu.
Albo wszechobecny haar rozwałkowałby nas na naleśniki. A i tak nam daleko do takich Norwegów. 
A wiecie, że co spotkam Norwega to jest przystojny jak trzy cholery i duuuży? Z resztą to się też tyczy tutejszych gliniarzy. Piękni są.
Nop. Pomarzyć. Widow shopping to sie nazywa.
No. To leje strasznie trzeci dzień. A zupa na zwłokach owieczki zdała egzamin. Rozgrzewa.
Dawno nie było kuchni na blogu to ja wam zaserwuję dzisiaj Mutton Broth.

Idziemy do sklepu. Do Lidla. Taniej. :-)
Kupujemy Broth mix i Lamb chops (tanie, bo drogich i lepszych szkoda na zupę)
Kupujemy warzywa jak na rosół i czosnek.

I tak: wrzucamy lambinkę do gara i zalewamy wrzątkiem. Ostrzegam tych nie lubiacych owieczek, że zapach pojawia sie TERAZ. I nie, NIE śmierdzi.
Teraz wrzucamy dwie garście broth mix, Liść laurowy (bay leaves jakby co), pieprz ziarnisty i ziele angielskie. Można dorzucić JEDNĄ kostkę rosołku z baraniny.
NIE solić jeszcze!…
Kroimy warzywa w kosteczkę (marchłewka, por, rzepa, pietrucha, cebula, kartofle, czosnek, i co nam wpadnie w rękę) i wrzucamy do wywaru. Niech was ręka Boska broni zbierać białko z zupy.
Gotujemy to tak ze dwie godziny mocno. Solimy na końcu najlepiej Kucharkiem albo wegetą. Łycha stołowa starcza.

Potem to się je na dwa razy: najpierw wyławiamy zwłoki lambinki i pożeramy z chamskim, zwykłym chrzanem i czymś zimnym do picia (alkohol wskazany acz NIE konieczny)
Potem jemy zupkę.

Potem dopijamy reszte napoju i czem pędzej wykonujemy unik w stronę nagrzanego łóżeczka. Cudo jeśli chodzi o ciepły relaksik podpierzynowy.
To Pa. idę spać mlaszcząc i wiążąc sadełko.

Wróciliśmy. Cieszę się, że wrócilismy. Mężon wrócił chory (zaraził się od mojej siostry) Maćko wrócił lepszy (nie jadł i wymiotował w kółko) Ja choruję dusznie iii. Nie. Jednak nie lubię Londynu. Głośno w centrum na poziomie krzyku, brudno że się przykleić można. I to ma byc druga stolica cywilizacji (po tej tam amerykanckiej…) Nie. Highlighty były. Anna Maria Jopek była wspaniała. Głos dzwoneczkowo-świergolący doskonały na duszę. Kibel w Teatrze na poziomie Dworca w Koluszkach. Natomiast Londońskie ZOO nie umywa się do takiego wrocławskiego. Nic a nic. Jako zestersowana mamuśka wystepowałam i wcale nie odpoczęłam. Dziecek nie pozwolił na spółkę z naprawde głupimi naszymi podróżnymi przypadłościami. No tak: Haineyowie + podróże = disaster.
Następnym razem jedziemy:
a. blisko czyli w Szkocję (dopiero w Angli się poczułam jak zagraniczny turysta)
b. naszym samochodem (przynajmniej Maćko w nim nie przejawia symptomów choroby lokomocyjnej)
c. na krócej.

Ale i tak Rodzinkę mam kochaną. Dziękujemy na forumie. Cmokamy prywatnie. :-*


  • RSS