kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2010

to się i czasem wymodli. Właśnie po kilku latach czekania na szansę zabieramy się za livingroom. Drę tapete aż iskry idą na lamperię warczę i zbieram na nią wsobnie wściekłość. Będę wreszcie to gówno (sorry za słownik ale się uzbierało) odrywać. I będzie czysto i przestrzennie i bialo. I żeby mój protestujący mężon skisł będę miała ZIELONY dywan i białe ściany a na scianach moje makro-foty i Japoński Mostek (reprodukcja Moneta) dużego formatu. Juuupiiii!!! acha i żadnych prosze was zasłonek, firaneczek i innych kurzołapów. Rzymskie blindsy alibo i rolety. Tak mi dopomóz óg i partia nasza.
Wczoraj w B&Q wydałam tyle że jeszcze mam palpitacje ale-m szczę-sliwa!
Dziecek ma urodziny wkrótce i jak się należało spodziewać prezenta już dostał… Tatus nie strzymał. No i dostanie w dniu urodzin
(siódmego) co najwyżej tort i dwie swieczuchny. I torbę łakoci. I całusy. Mamunia też prezenty dostala urodzinowe wcześniej bo je sobie sama wybrała i kupiła. Żadnych znaczy głupich niespodziewajek i dziesiatego falkonu perfum. Nawet z Lancome. Nie. Tusz sobie kupiwszy i książkę internetem. Idzie. Maja dwa tygodnie na realizację. Może dojdzie na czas…. mają jeszcze trzy dniiii…
Lwy jestesmy wszystkie trzy więs i mężon urodziny ma tez i terz sobie sam kupił cuś tam. Ode mła dostał zapalniczkę zippo (z polska flagą) wieeem wiochę robię ale on jak wiecie nas nie wiem za co kocha. Niezmiennie. No to ma. I nie bedzie mi latal wsciekle po mieszkaniu o północy bo mu się
a. zapalniczka zgubiła (upuścil pod fotel)
b. gaz skończył 9zapasu pilnuje i ma tylko trzeba odwlok ruszyc w wyżej wymienionego fotela)
c. powyrzucałam mu wszystkie i nie może karmić nałogu.
Pfff. No to ma.

A ja mam radochę, raz na jakiś czas. Podobno częściej mi sie micha cieszy.

choc mi się na usta pcha. Skomentowałam na facebooku i niech to będzie wszystko co na wiadomy temat powiem. Poz tym z zasady nie rozmawiam o polityce z Przyjaciółmi. Bo się tak właśnie przyjaciół traci (szczególnie przy rozbieżnych poglądach). I od razu odpowiem na to pytanie: NIE, nie boję się głosić moich przekonań.

Ech. W życiu jakos mi się toczy powoli raz z nadzieją raz z gorzkim smakiem porażki w ustach. Normalnie.
Dla zmiany tematu powiem jak dzisiaj odkryłam amerykę.
O gotowaniu będzie.

Kupiłam otóż Pork belly slices (pomyliłam się bo chciałam żeberka). No i tu przy odkryciu pomyłki poraziło mnie:
a. rozmiar głupoty lub roztargnienia. (Mojego rzecz jasna)
b. całkowity brak pojęcia co mam z tym czymś zrobić.
No to zrobiłam tak jak miałam zrobić żeberka iiiii!!…. WYSZŁO

A po kolei to było tak:
Obtoczyłam je w mące i podsmażyłam na patelni na zwykłym oleju. Tego oleju radzę troszeńkę bo mięso samo w sobie jest tłuste przeraźliwie. A! mięsa był kilogram.
Pokroiłam trzy cebule i podsmażyłam na złoto na tym samym tłuszczu.
I teraz tak. W naczynie żaroodporne na sam spód wlewamy dwie duze łyżki miodu. Na to puree pomidorowe jakieś 4 łyżki, tez duże.
Posypujemy rozmarynem najlepiej świeżym, dodajemy pieprz ziarnisty tak od serca i ziele angielskie kilka ziarenek. Połowę porcji mięsa układamy na dnie naczynia, nakrywając to poduszką z cebuli i na to nastęna porcja, najlepiej na krzyż. Zalewamy wszystko wywarem (kostka knorra – pork na pół litra goracej wody) . Gdzieniegdzie wtykamy w to trzy ząbki czosnku i pół słodkiego, obranego jabłka. Przykrywamy.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika (200 stopni) i po kilku minutach przełączamy na 160 stopni. Ma się bulgotać półtorej godziny. Jak się mięso udusi wyciągamy je z sosu i kładziemy na talerz dla zrelaksowania a sos zagęszczamy mąką ziemniaczaną. Potem łączymy wszystko spowrotem i jeszcze przez kilka minut trzymamy na bardzo małym ogniu.
Podawać z ryżem.

Palce lizać. Jest gdzieś w przepisach w archiwum przepis na żeberka robione troche podobnie.
No. To smacznego. :-)


  • RSS