No bo prosze was jest tak: siedem pięćdziesiąt na koncie do piątku a ja umieram, wyję i skręca mnie z braku cukru w organiźmie. Ciasteczka wyżarte, czekolady wspomnienia i puste miejsce na półeczce, dżem jeszcze jest ale sam bez chleba?… Z chlebem nie chcę bo kolację już jadłwszy. W desperacji zjadły się nawet cukrowe ozdoby do ciast. Wiem I am sad. Very sad actually…
Mąkę mam (chlebową więcej). Cuker też oraz miód. Masła ociupinę liryczną… Moze cos zrobię.
O! Kogiel -mogiel. 
Kawę z rumem i miodem.
Opcji jest kilka. 
Na razie jednak zapycham cukrzanego głoda owocami. 
Papier papier papierówka. Błe.
Rady jakieś?

Jak się u-nie-zależnić od słodyczy?!