Siedze w pracy i sie nudze. Oraz nie mam polskich znakow totez od razu przepraszam za banialuki.
Nudze sie pierwszy raz odkad tu pracuje.
Jest piatek. Po POLUDNIU. Pol firmy wywialo juz albo odbieraja wolne za nadgodziny.
Drugie pol pracuje woooolniej,
Telefony milcza.
Boss siedzi po cichu i udaje ze go nie ma.
Jest bosko.

Nikt mi dzisiaj nie zawraca gitary. Nie spesze sie – nie mam stresu.
Moge sobie dowolnie dlugo myslec nad rozwiazaniem problemikow.
Moge sobie posurfowac, kolezanka obok ma lunch i… spi.

eee… nie
wlasnie sie obudzila i prosi zebym tak mocno nie walila w klawiature.
Bede litosciwa. Ona ma depresje, wiecie. Trzeba byc dobrym dla cierpiacych.

To sobie tak przebimbam do piatej. a potem… zaczne sie spieszyc.
Mackowi to, Tamowi tamto, jeszcze mamunia, jeszcze…
milion rzeczy przed snem :-)
a potem?
SOBOTA!!!!!