kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Ewentualnie Smok Wawelski?
W życiu nie zgadniecie. Spagetti (spigeti – jak mówi moje dzieciątko) oraz lody oraz owieczki. Oraz potem go boli brzusio i pije dużo soku jabłkowego.
Nop. Tosmy się dowiedzieli. :-)
Mam nadzieję że odkąd Szczeniak zaczął składać słowa w zdania (rzetelnym pongliszem) takich kwiatków będzie więcej.

Ja nie wiem czy ja wam kiedys o tym wspominałam. My, to znaczy mój małżon i ja, bardzo lubimy gotować. To jest jego zawód również a moje hobby od jakichś sześciu lat. Tyle się znamy nawiasem mówiąc. Ostatnio jednak odkrylismy, że lubimy gotować WSPÓLNIE. To znaczy tak, że ja na przykład, kiedy gotuje Tam nie robię wyłącznie za kelnerkę ewentualnie pomywaczkę, a kiedy ja gotuję Tam nie robi tylko za cichego i nieszemrającego zjadacza polskich (zwykle) wynalazków.
I się przy tym świetnie bawimy, bo tak się jakos porobiło, że się przy tym nie kłócimy.
Z zasady.
I dla odmiany :-)
I tak na przykład dzisiaj wymyslilismy sobie danie:
Żeberka wieprzowe w sosie gruszkowo-cynamonowym. LUDZIE! Nie tylko daja się zjeść. One sie same rąbią!
Jęczę aktualnie z przeżarcia ale pochwalimy sie przepisem. Spróbujcie. Główkę kładę na pieniek.
Sosik: Składniki podane ponizej po prostu wlac i włożyć do miski i odstawić zabełtane delikatnie na pół godziny w kąt kuchni. Ciepły kąt.
- płaską łyżeczkę cynamonu w proszku
- trzy łyzki przecieru pomidorowego
- łyżkę miodu
- puszkę pomidorów (peeled tomatoes) nie ucierać!!!
- dwie puszki gruszek w soku (może być w brine) gruszki mozna pociąć na kawałki w rozmiarze na widelec.
- trzy cząstki czosnku, jak najbardziej puree
- 100ml bulionu wieprzowego
- gorąca woda do dodania objętości potrzebnej alby mięso w całości przykryć w naczyniu. Nie za głęboko, około 5mm.
Oczywiście wrzatku owego dodajemy w miarę potrzeb PO wlaniu sosu na mięso!
Żeberka, około 1kg posolić, popieprzyć i podsmażyć na złoto na głębokim tłuszczu. Tego tłuszczu już nie będziemy używać. Mięsko przełożyć do żaroodpornego naczynia i zalać sosem przygotowanym okolo pół godziny wcześniej, żeby się przeżarł. Piec jakieś półtorej godziny w temperaturze: 180 C około godziny, potem zmniejszyc na 150 C.

Potem sosik odcedzić i zagęścić lekko mąką ziemniaczaną uprzednio rozwodnioną w koniecznie zimnej wodzie coby sie nie porobiły kluchy.
Podawać z ryżem albo z penne.

Do tego jeszcze Magnersa Pear Cider i jest dobrze.
Swoją drogą też tak macie, że jak sobie podjecie to się robicie asertywni, mili, spokojni, zrelaksowani i ogólnie hedoniści???
Ja owszem.
Kłaniam się.
Już nie taka pod-kuchenna :-)

Łańcuszki

3 komentarzy

żeby nie było, że się wyłamuje :-) ma być sześć rzeczy których o mnie nie wiecie, o co pyta Łakoma (sześć końskim targiem – papuguję bez poczucia winy).
Akcja kreativ blogger. Nie umiem wstawiać obrazków, jak ktoś umie to niech podpowie :-)

1. Siweję! To z nadmiaru stresów i genetycznie podobno. Moja mama jest tylko 18 lat starsza ode mła a juz ma piękną platynę. No cóz, w blondach mi do twarzy, choć chłop nie lubi.
2. Jestem strasznie sentymentalna i bardzo przywiązuję sie do ludzi i miejsc. Potrafię latami myśleć o ludziach któży gdzieś tam pozostali oraz obsesyjnie ”wracać” do ulubionych miejsc. Mam pamięc fotograficzną.
3. Mam też słuch absolutny oraz wybiórczy. Muzykę kocham i rozumiem, umiem śpiewać nawet i słyszę każdy fałsz. Pozostaje natomiast czasem głucha na to co mój mąż do mnie w tle szeleści co go rozjusza i oskarża mnie o ignorancję. Słusznie. Czasami i anioł by go zignorował. Tyle może.
4. Za chiny ludowe nie jarzę matematyki. Umiem podstawowe dzialnia arytmetyczne. Pierwiastki przedstawiają sobą obraz piekła. Do tej pory mam koszmary, że następną lekcja jest matma. Paranoja. Jestem w sumie też technikiem budowlanym…
5. Nie chcę więcej dzieci. Rodzić. Mogę adoptować. Moje szkockie kolesianki dają mi piękny przykład. Bo w ogóle to darzę takie osoby dużą estymą za to co robią.
6. Jak mam stresy to czytam – uciekając w ten sposób przed rzeczywistością. A od dawna chciałam sobie zrobić spis rzeczy przeczytanych z krótkim opisem o czym było i co ja na to. Tytaniczna praca. W sam raz na zramolałą starość.

Nominacje?…
Oszzz…
Nominujcie sie sami, wyróżniam wszystkich bloggerów, którzy jeszcze tu zaglądają (przy okazji dowiem się ilu?)

najpierw posłuchajcie:

Eweline znam od lat i mam kilka czarodziejskich wspomnień związanych z jej anielskim głosem i dzwoneczkową osobowością… Albo na odwrót, niewykluczone.
Czasami sobi też spiewam pod nosem jej piosenki.
Są to wszystko najpiekniejsze i najcieplejsze wspomnienia z Krainy łagodności iii cichej wsi podkrakowskiej Bóg-wie-gdzie i Lulajże Jezuniu z jedna gitarą na dziesięć głosików i jeden melodyjny szept.
Ewelinko Siskam mocno.

Poradniki

1 komentarz

Postanowiłam iść na kawiszcze z mężonem do Waterstonsów. Tak właśnie do księgarni na kawę. Costę mają na piętrze i posiedzieć i poczytać można. Zwykle chodzę sobie tamże pooglądać nowe i strasznie drogie książki o fotografii, albumy i takie tam.
Usiedlismy sobie elegancko na skórzanej sofie, Maćko brykał wkoło nas (i nikt nawet NIE SPOJRZAŁ że mam take bezstresowe dziecko). Ale nie w tym clou. Otóż poprzednia okupantka sofy i stolika zapewne z lenistwa zapomniała odnieść na połkę swoich czytadeł.
Nie zwróciłabym nawet na te książki uwagi gdyby nie rozbawiony wzrok pana ze stolka obok. No tak. Komedia sytuacyjna.
My sobie tutaj kawkujemy w przerwach co dziesięć sekund ratując Maćka od: upadku, zalania sie soczkiem, wlezienia na regał i jeszcze Bóg-wie-czego a tu na moim stole leżą:
a. Biblia kieszonkowa świeżej matki
b. poradnik z serii jak wychować szczęśliwe bachorzę
c id też w tym guście.

Zaksztusiłam sie tą kawa oczywiście.

Zastanowiłam się czy może powinnam jak dobrze wychowana mamuśka dobrze wychowanego dwulatka wsadzic dziecięcie do wózka i zakneblować, ale nie, nikt nie zwrócil uwagi. Wszyscy czytali, plotkowali albo gapili się na Maćka z rozrzewnieniem.
Ot co.

J zrobie tak jak Stardust (tu macie linka – świetny blog 
http://bezodwrotu.blogspot.com/
) obwiążę się kokardą i usiądę pod drzewkiem. To znaczy pod stołem chyba bo choinka stoi na stole.
Dziecko podekscytowane jakby WIEDZIAŁ, że jutro Wigilia i Santa znowu mu wysypie pokaźny worek prezentów. Ki diabeł?
On nawet od mojej Avonowej pani prezent dostał, nie licząc rodziny, krewnych i przyjaciół. Hem Khem. Popularny gówniarz jest. :-)
Ja dostałam kamerę i końskie jazdy (yupppiii!!!) Kamerę coby filmować najmłodszego czymś lepszym niż telefon i teraz strumień płyt CD sie nie będzi miał prawa urwać – strumień do dziadków oczywiście.
Tamciowy sobie kupił dwie gry i jest happy. I proszę niech juz będzi po świętach bo mam ”potąd”

Lecz mimo to :-)
Najlepsiejszych, najmilejszych najcieplejszych Świąt WAM wszystkim życzę, czytelnikom (bloga), fanom (poezji), Przyjaciołom im krewnym. Rodzinie tez bo Was kocham niezmiennie i do upadłego.

WESOŁYCH ŚWIAT!

Konkursik

5 komentarzy

Kto z was bez googlowania i takich tam potrafi odcyfrować:

1. demi-glace
2. Pate Feuilletee
3. Pommes Chateau
4. Sauce Perigueux

W nagrodę za prawidowe odpowiedzi obiecuję strrrasznie ciekawy przepis, strasznie ‚posh’, na królewsąa iście wyżerę z wołowiny.
Wystarczy wpisać odpowiedzi i aders mailowy w komentarze.
;-)

Byle do przodu!

1 komentarz

Stary rok się kończy wybuchami chichotu. Takiego szczęśliwego więcej. No bo tak: Tamcio wreszcie ma fajową pracę – rok w agencjach czego wrogowi nie życzę.
I wreszcie pojedziemy do Polski do nowego domu na totalnej, nadmorskiej, pachnącej wsią - wsi. Tą wieś to ja już kocham. Konie są u sąsiada, Widoki z chaty na morze, jezioro i las i wieś i wierzę kościółka. Sielsko anielsko. Ochrzcimy belzebuba, i porobimy w ogrodzie i pogrilujemy iiiiiii… Och niech juz będą następne święta!!!
I kończę remont – juz tak mało zostało!
I nasza Barbara wychodzi za mąż i będę druchną! Mam nadzieję, że nie wymyśli sobie różowej bridesmaid bo sobie ogolę głowę w ramach protestu!
I zima jest. No może przesadna ale jest. Prawdziwa polska zima w Szkocji. A te głupki na letnich oponach! Nawet mój mężon ma uniwersalne (to znaczy mężona ukochany Mondziak) i też jeździ z duszą na ramieniu. Dziecko ma radochę z tarzania się w śniegu, co ciekawe nawet przemoknięty nadal ma ciepłe dłonie. ZERO kataru, zero przeziębień i marudzenia.
I za miesiąc wracam na grzbiet konia!
Wiecie, ja jestem szczęśliwa kiedy mam na co czekać, dokąd iść. Stagancja i bezruch mię dobija.

ulubione kawałki

2 komentarzy

Tak sobie pomyślałam że dawno nie wstawiałam dobrej muzyki. Dziś będzie z jajem. Albo nawet dwoma.
Numer 1.
Zawsze mam ciary!

http://www.youtube.com/watch?v=X5b8hqT1klE

Numer 2.
Ten facet w sobie coś takiego ma że sie tylko zgubić…



Numer 3.
Kiedyś cie odnajdę i powiem… przepraszam. A dla ciebie pamiętam.



Na razie te trzy. Resztę listy „love forever” jak pomyślę ;-)

u-sushiło mnie

1 komentarz

Czasami nam sie jeszcze zdarzy szczególnie jak Maciejski pójdzie w kimę zjeść normalny lunch w normalej restauracji. Tym razem byliśmy w nie normalnej. Otóż wpadliśmy do sushi baru na Union Square : do YO!
Zachęciły nas ceny i jadące miseczki po barze z dziwnoknulskimi surowymi rybyma ( i takie tam). W sumie pierwszą ucztą była oczna; kolorowo i smakowicie. Bardzo pomysłowy mają system kolorowych misek (kolor taki- taka cena) i równie ciekawe stoły z wodopojem ( dwa kraniki z gazowana i nie gazowana wodą).
Smaki też cudne. Bardzo polecam zupę hot seafood. Gębę wypala w popioły ale czego w niej nie ma!
Świetna obsługa, bardzo profesjonalna i z usmiechem na buzi niewymuszonym opowioadają ci co widzisz i co będziesz jeść. I czym. I jak. pałeczki obowiązują ale i łyżki i bierki i … A! sami zobaczcie bo serdelecznie polecam jako rozpuszczona kulinarnie żona Chefa.
Tylko jedno mnie zabiło. Ciepła sake z butelki. Podobno ciepła ma być, a butelce towarzyszył jednak naparstek. UWAGA! Toto wygląda i smakuje niewinnie ale strzeżcie się! Zdradliwe!
Troche w smaku o dziwo nie przypomina wódki ale germańskiego sznapsa z antonówek.

Ja tam wracam. Baśkę tam choćby i podstepem zaprowadzę.
I wam doradzam – wrażenie duże murowane.

YO!


  • RSS