kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: maciek

znowu gorączka pod niebo i znowu bez powodu oraz innych symptomów.
Jak nie urok to przemarsz wojsk radzieckich.
echhh. Musicie mi wybaczyć, że tak niewiele notek udaje mi się napisać. Mam urwanie wiadomo czego. W Galerii nowe foty.
Powiedzcie co sądzicie.

Wiecie co? czadowo wygląda ojciec 1.90m i synek 0.86m przewalajacy się na trawce w parku usiłując grać w football. Przecudownie potem wyglądają portki obu. I twarze i ręce i zęby coponiektórych, po bliskich spotkaniach z guntem. Fajnie potem jak się we dwóch myją w jednej dość małej wannie, szczególnie jak się maluś myje sam i na hasło szur-szur sam sobie myję ząbki. Potem się czesze grzebieniem i potem tenże grzebień wplątuje we włosy tatulkowi. Prosiak i Knur w błocie, szczęśliwi.
Maćko idąc do wyrka podśpiewuje fałszywie a tatulek pada na fotel i zastyga w pozycji: jeszcze mrugnę tylko i padnę…
Mały ma 13 miesięcy i już się boję, bo jak on tak łapie w lot to ja przepraszam.
Moja kolesianka (machamy do Ewuni i Majeczki) mówi że jej córeńka za nią krok w krok chodzi. HA!!!!…..
Ja latam za Maćkiem z wywieszonym ozorem pilnując tylko, żeby moze bawil się rzeczami dla niego bezpiecznymi. Bo wiadomo: najlepsza zabawka to taka od której trzymania w rączkach, względnie w buzi, blednie mamunia.
Bawimy się w dom.
A życie płynie banalnie tik-tak.

Maćko ma gorączkę z niczego. Ma po prostu i koniec. Nagle.
A już było dobrze. Chwaliłam się dzisiaj mężonowi, że otóż zaczyna mi się podobać na matkowym. Mamy swoją małą rutynkę, małe śpiki ppołudniowe, spacerki i porozumiewawcze spojrzenia. A tak. Bo Maćko swój rozumek ma oraz jest bestia inteligentna. Gadamy do siebie w jakimś języku, gestami i monosylabami. Kurcze i to wystarcza żeby WIEDZIEĆ.
A teraz jestem jak normalna mamunia wystraszona i co pół godziny latam mu ta temperaturę mierzyć. No spada. No ale mam wyrzuta, że a to ;
1. ubieram go za cieplo
2. wcale go nie ubieram i mu zimno
3. nawiało mu w uszy (przeca mu postawiłam budkę!!!)
4. latam z nim na różne place zabaw i tak sie zaraża. (a co mam go w czterech scianach chować?!)
i tak w kółko. Jak to mamunia.
A Tamcio co prawda lata za mną do jego pokoju ale uspokaja.
Twardy jest znaczy.

Pisze się. Coś się we mnie długiego międli, coś świerzbi w trzewiach coś kiełkuje i rodzi. tylko czas czas!!!!!
Jesssu jak ja bym chciała mieć czas żeby usiąść i pisać…

Bardzo bym chcała was rozweselić i napisać coś na poprawe humoru, ale jakos nie moge. Przedwczoraj mielismy w rodzinie pogrzeb… dziecka. Maluśkiego maciupkiego. Wcześniak, jego brat bliźniak walczy.
Tyle myśli się nasuwa, tyle niewypowiedzianych uczuć.
W całym tym nieszczęsciu zdołałam poznać całą moją tutejsza rodzinę. Dosłownie całą. Zostałam przyjęta fantastycznie i bardzo ciepło, co przy takiej okazji liczy się potrójnie.
Maciej rozrabia i lata po chacie jak pijany pingwin. Oraz gada do siebie.
Oraz idziemy dzisiaj porozrabiać na specjalny plac zabaw (taki konkretnie bonkers)
Póki co się wścieka i tarza po dywanie. Nie daje mamunia mu powalić w klawiature. To sie wścieka i ryczy. No to niech poleży.
Może uśnie jak mu przejdzie :-)

A to na pocieszenie:
http://www.youtube.com/watch?v=nBgE2jOgJYc

Maciuś zrobił samodzielnie pierwsze kroki. Wzruszające jak ten berbeć jest zdeterminowany, żeby już samemu biegać, urawć się mamusi i w długą poznawać świat.
He he.
Babcia z Dziadkiem padną jak muchy. Maćko ma juz wszystkich w kieszeni.
cztery dni i plaża.
zazdrościcie już :-)))

Nie pisałam bo Maćko sie mi strasznie rozchorował. Mysleliśmy, że na świńska grypę ale na szczęście był to „tylko”  jakiś wirus żołądkowy. Dzieciak miał prawie czterdziestostopniową gorączkę i inne okropne sensacje, zaliczył karetkę, szpital, GP dwa razy i G-doctora raz. I żadnych leków oprócz calpolu i ibuprofenu!!!! Nie dali bo nie mają lekarstwa albo nie wiadomo im było jaki antybiotyk… Ktoś powinien spalić NHS. Ja nie mówię, że w Polsce lepiej (bo tak go by pewnie szpikowali czym się da) ale do cholery…
Szczękościsk miałam pięć dni.
Przeszlo mu. Je juz normalnie, bawi się i rozrabia. A ja mam jego pierwsza poważniejszą chorobę za sobą i choć wiem że nie ostatnią to coś mi się robi na myśl o następnych nieuniknionych.

Jeszcze 10 dni i jedziemy na wakację i to mnie trzyma przy życiu. Muszę odpocząć bo zwariuję.

No bo tak: mąż-wąż ma wolne dwa dni. Oraz dziecko mi szaleje. A to tarzaja się w trawie w poszukiwaniu stokrotek do wyrwania z korzeniami, a to całują z przygodnymi końmi w Hazelheadzie, a to z piesami typu basset (z nagła – w ramach fascynacji nowymi zwierzami) się przytulają. Zdjęcia w galerii będą jutro.
Potem dzieć nie chce spać za nic (nawet za dodatkową porcją mleka) i tak o. Walczę z rozpustą i robię za złego glinę.

A teraz będzie bardzo brzydko. dzieci nie słuchają!
W krzyżówce mam -Matka do mnie nasuwa przez skypa- jak nazywa się laska Dionizosa?
Penis… (rezolutnie odparłam)
Nie! na cztery litery!!!
Ch…
a nie, ja pomyslałam fiut….

A teraz prosze kogoś enteligentnego o podpowiedź coby matke naprostować.

P.S. Megunia dzięki za kopnięcie w tyłek. Wiesz o co. :-*

Wpadł na to jak sie to robi dzisiaj na playgrupie. Po prostu sobie do mnie przypełzł i oczekiwał braw. Dostał je a jakże!
W ogóle Maciejka robi piorunujące postępy w rozwoju co czyni Mamuskę dumną i bladą.
No jasne, że się przechwalam i takie tam. Ale wiecie oczko w głowie i koniec pieśni.

Czytałam ostatnio Andrzeja Pilipiuka „Oko Jelenia” i serdecznie polecam miłośnikom fantastyki. Dobra pozycja na poczytanie sobie w celach wyłącznie rozrywkowych. A co by sie intelektualnie powypasać proponuje Dukaja „Lód’ – właśnie czytam. Powieść ma 1050 stron (o uczto!!!) i jest niezwykła. Szerzej o niej jak doczytam i mam nadzieję na nie dłużej niż za miesiąc.

Poza tym dawno nie było kuchennych przepisów toteż dzisiaj będzie o znienawidzonych, tutejszych UGOTOWANYCH już burakach co to są w sprzedaży miast świeżych oraz nie obrobionych.
Zakupiwszy takowe (wiadomo: z braku laku i kit dobry) postanowiłam zrobić sałatkę uprzednio podpatrzywszy jak to robi Dorotka. Ona dodaje jabłko (!!!)
Ja po przepis zadryndałam do nowopoznanego polskiego kucharza Bartka co to jest szefem mojego mężona (!!!- x 2)

Sałatka buraczana z przytupem:

Ugotowane buraki scieramy na tarce,
dodajemy sół, pieprz
ocet koniecznie biały
cukru trochę
i chrzan (Horseradish sauce) – 1 stołową lyżkę
i odstawiamy na godzinkę do lodówki.
Jak mówiłam Dorota dodaje starte jabłko i też jest dobre tylko już bez octu!!

Da się zjeść. Tylko uwaga!!! Buraki działają przeczyszczająco!

Wszem i wobec: Maćko ma pierwszy ząbek! Listy gratulacyjne prosimy składać poniżej :-)))

Strasznie chciałam iść na kurs dla childminderów i … nie poszłam bo nikt nie pomyślał o creshe dla maluchów. Mam pianę na pysku ale… Podobno nie ma tego złego – jak mówi Dorotka – toteż poczekam co Pańcio Nasz mi tu napisał. Hmm.

No i tak. Dzień za dniem.

update:

to są dwa ząbki! po głębszym wejrzeniu synkowi do gąbki ;-)

Maciej-ski

1 komentarz

Dawno się coś nie chwaliłam. Poniżej link do galeri Krainowej (albo krajańskiej)


http://www.garnek.pl/kraina1

Zagadka: co robi mama jak synek spi?
WSZYSTKO INNE!

;-)


  • RSS