kraina-deszczowcow blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: takie-tam-gadanie

usiąść i pisać. I sie wypisać, wyżołądkować, wyczerpać aż do zamilczenia. Tak wywalić słowotok, krwotok, myślotok i sraczkę. Strachy na lachy i śmiech co gilgocze w żołądku. A tu kurde czasu nie ma, a jak chwila jest, to jakieś zmęczone odrętwienie napada. I nawet wiersze- impresje jakoś nie skapują na klawiaturę, bo zatyka zadyszka po calym dniu. I frustracja gotowa. Duszę sie psze Państwa. Od nadmiaru. Balon jestem i chcę pęc. A tu kicha. Kiszka. Kiszęcja.

A wiecie co? Samochodo nam się znowu zapsuł i znowu nas sąsiad ratuje. Bo cholerowaty warsztat krzyczy koło funciorów dwustu za głupawe zabranie samochodzinki spod domu, wymyślenie co mu jest ( bo przecież trzeba coś dodać żeby bylo drożej), wymianę części i robociznę, a tu sąsiad pobierze całe funciorów pięćdziesiąt. ZA WSZYSTKO!!!!
No. Za robociznę nic nie chce, bo sam mówi że się od nas nachapał przy poprzednim wyskoku samochodzia. Kurdę mily człowieś, nie?
My tez jesteśmy mili i czym chata bogata robimy niedługo przyjęcie ku czci. Znaczy zaprosilismy sąsiadów na proszonę cookinmg party.Jjeden jest zonk moi mili. Sąsiad jest od sierpnia AA czyli nie pije. I z kim ja sie zabalsamuje skoro żona owego też nie łiskaczowa? echh. Kupię winko do obiadu i tyle.
By tche łaj. Sąsiad za decyzje wagi życiowej dostał brawa. Straszny był z niego zachlajdziób. Ale za to świetny mechanik.
No. To pa.

Stresy?…

1 komentarz

Jakie, stresy? Że co? Że kasy nie ma premanentnie? Że na slowo Święta dostaję drgawek i odruchu…?
Dni są do siebie podobne, deszczowe, kłótliwe i smutne. Pieluchy, obiady i nauka.
Taaaa… Gdyby to cholerne przedszkole nie było tak drogie…

Wracając do poprzedniego tematu od kolesianki (Ona wie o kim mówię ;-) wiem, że z tymi Polkami na playgrupach to troche inaczej jest w innych dzielnicach. Ręce opadają. Zdaje się, że nasze kochane nastolatki przejęły zwyczaje tutejszych i zachłysnęły sie wolnością seksualną i obyczajową przede wszystkim. No ja wiem, że nie wszystkie…
Błogosławieni rodzice o silnym morale i twardej (choć kochającej) ręce.
Mama! dziękuję, że mnie wychowałaś.

społeczeństwa. Nie da się tego nie zauważyć. Szkockie społeczeństwo jest rozbite klasowo, nie nachalnie nie kłując w oczy ale jednak. Skąd wiem?
Zastanawiąłam sie dzisiaj głośno do mężona po playgrupie Maćka dlaczego na te zajęcia nie przychodza młode -dziestoletnie i nastoletnie mamusie. Takie co to włóczą się cały dzień po mieście, rozebrane albo nie kompletnie ubrane, zblazowane koniecznie, krzykliwe. Przecież playgrupy sa otwarte?
Średnia wieku na mojej ulubionej jest 30stka. Są i żony dobrze sytuowane i babcie na emeryturce, są po prostu mamy co to w domu same z dzieckiem nie mogą (idzie zwariować z czasem). I jest to przedstawicielstwo klasy średniej. Tej od dołu i tej od góry. Klasy średniej również z wykształcenia. Większość jak nie po studiach to normalnie pracujące umyslowo (kiedy akurat nie są full time mamami). Otwarte, fajne babki i jest z nimi o czym pogadać i pieluchy nie przysłaniają im światopoglądu. Stwierdzam, że my Polki swietnie się tam znajdujemy, niezaleznie od pieniędzy wlaśnie czy wykształcenia. Po prostu jakoś współgramy.
Powitano nas (jest w tej grupie nas trzy plus dzieci) cieplo i serdecznie, bez uprzedzeń i z ciekawościa. Dla nich robiłam makowiec, bo wyraziły ochotę poznania polskich kulinariów.
No. Ale gdzie te dziewczyny co zaraz po szkole dzieci mają? Pytam mężona.
No w lokalnym Shopping centre…
W kolejce po pomoce różne bo przecież trzeba przeżyć?…
No.. w parku z kolezeństwem olewając śpiące w wóżku dziecko.
On mi mówi, że to norma.

A ja mowię, że wina kompleksów klasowych. Jako jedna z przyczyn.
Mam rację?
Powiedzcie co sądzicie?

być znowu studentem! No bo tak a:odmłodniało mi się z dziesięć lat, b: mózgownicę mam ciężko zajętą i nie mam czasu na depresje i inne takie przeszkadzaje, c: nawet nie mam czasu o myśleć o permanentnym braku kasiory.
Mężon się skupił i pomaga a to tym, że mi Maciejkę zdejmuje z rączek kiedy tylko może żebym sobie mogła w domu , w spokoju pościubic ksiązki albibo nawet pojechać do collegu i wsiąc na trzy godziny.
Te trzy godzinny okazują się zbawienne dla mojej duszy. I chociaż kołacze się we mnie matko-polkowe poczucie winy, że się zajmuję SOBĄ li tylko, to tłumaczę sobię, że to dla zdrowia (psychicznego) i jakichś horyzontów i lepsiejszej przyszłości. No bo taki manager – księgowy ma raczej w tym kraju dobrze.
A poza tym ja odpoczywam i na prawde lubię papierki i gryzipiórki i kolumienki i komputerek. Ja wiem; nienormalan jestem. Ale z drugiej strony kocham las i przestrzeń i zwierza dzikiego (tylko na WYCIECZKI i print-outy fotograficzne to trzeba kasę ZAROBIĆ).
Swoją drogą ciekawa jestem miny mojej psorki od matmy z technikum uważającej mnie (wtedy słusznie) za kretynkę matematyczną…
No to kretynką być przestalam Pani Jolu! To ta co na półrocze klasy maturalnej posłała po mnie umyślnego w ostatnie rzędy ławek i powiedziała do mnie słowa znamienne:
Osiakówna! Ja ci tu stawiam mierny, żeby ci kariery nie łamać i na drugie półrocze też… Tylko ty się kochana trzymaj z daleka od tej klasy i na oczy mi się więcej nie pokazuj!
Do tej pory mam koszmary senne, ze jeszcze matmę trzeba zaliczyć a ja osioł…
A tu taka siurpruza, co?

Fajnie byc znowu studentem, mieć legitymację zniżkową na autobusy i udawać 10 lat wstecz ;-)

beztytułowie

1 komentarz

no bo tak: chwalą cię. Piszą, że potrzebują. Że są i będzie okiej. No wiem przeca. Pesymizm mi czasem wyskakuje jak wrzód na dupie, ale chyba-m pod słońcem się urodziła, bo mi szybko cienie z mięśnia głównego wyparowywują. 
Ot co. Baaardzo lubię zapach lawendy, i dzisiaj z nienacka sąsiad mi przyniósł bukiecik bo podobno jestem „softie” i ten teges się swego czasu ofiarowałam z pomocą przy ogródku. Sąsiad jest stary pijak ale przesympatyczny. Zaparmiętał mimo dziury w mózgu, że lubię.
Te „softie” to dlatego, że mam sąsiadke która właśnie wyłazi z raka i jak się dowiedziałam to sie popłakałam publicznie, z ulgi i radości. Publicznie nie chciałam ale emocje mi znowu wylazły na dłoń.
I tak o. Wróciłam.
Bez działań rutynowych wariuje się jeszcze szybciej ;-)

P.S. macham do: Malinowej, Ewci, Zibiego i Szkocicy. :-P

Fajny miałam dzisiaj wieczór. Siedzieliśmy sobie z sąsiadami na podwórku, bo ciepło i przyjemniaście. Normalnie to ja unikam spendów, ale dzisiaj nie zdzierżyłam i poleciałam na dół. Maćko baraszkował z dzieciarnią a my dorosli sobie plotkowaliśmy. pozbyłam się trochę ciuszków Maciejki – Kim dostała dwie paki prania :-) oraz tubki linomagu bo Nicola ma na rękach wściekłą egzemę. Próbowałyśmy to leczyć mąką ziemniaczaną, pomogła ale nie do końca.
Fajnych mam sasiadów. A to nam samochód zreperują, a to humor poprawią. Ehh.
Angela pokochała paluszki a Paul naszego Lecha. W sumie integracja.
:-)

I  niby nic a mnie jest miło!

jeeesssu jaki mialam tydzień!…
No taki mniej wiecej paskudny, chooociaż było kilka przebłysków, które prawdopodobnie uratowały mi psyche bo już byłam na cholernej krawędzi.
Wybaczczcie, że nie opowiem co sie działo. Opowiem o tych przebłyskach.
Bycie mamą to chyba najbardziej samotne zajęcie w kosmosie. Po pierwsze to mąż-wąż permanentnie w pracy, po drugie to ja juz nie istnieję w liczbie pojedyńczej. Istnieje w liczbie podwójnej: samojedna.
Czas na relaks znalazłam. Raz.
Maćko padł po playgrupie na której pojawiła się słownie JEDNA mama. I tak sobie zawędrowałam aż do biblioteki gdzie dorwałam „Dom na Klifie” M. Szwai oraz kolejny kryminał Klejnockiego – ciąg dalszy „Przylądka Pozerów”. Zwęszylam szansę na chwilę dla siebie i czym prędzej pobiegłam po kawę na wynos.
Usiadłam sobie w centrum mniasta, na cmentarzu kolo katedry (za park toto robi).
Nóżki na wózek, kawcia do łapy, muffinki awaryjnie obok i hajda czytać. Przerywał mi co piętnaście minut dzwon i musiałam czatować żeby M zakryć uszy…
Najpierw sie spłakawszy (książka się smutno zaczyna) potem śmiałam się w głos, nie mogąc opanować. No wiecie: Szwaja! Studenci obok i przechodnie mieli ubaw też szczególnie kiedy próbowałam odgonić paskudnego seagulla polujacego na moje ciacha…
W sumie godzina zleciała fajnie i naprawde humor mi się poprawił.
Pan w sklepie fotograficznym zato posłuzył za natchnienie - przegadaliśmy tez z godzinę na tematy przyrodo-makro-fotograficzne a weszłam tylko podpytać o ceny dużych wydruków.
I jakoś poszło. I jakoś idzie.
Jeszcze 4 tygodnie i wakacje…

najpierw pisać notki w wordzie, zapisywać i dopiero potem wklejać!!!!
Drugi raz piszę dzisiaj…
Otóż proszę szanownej publiki wystawiłam się na strzał i posłałam zdjęcia na digart.pl gdzie podobno administrują zawodowi fotograficy. pierwsze zdjęcie mi wywalili (z braku wartości artystycznych (?!)), drugie natomiast wisi. Trzecie póki co trzecie też, ale to się jeszcze może zmienić.
Piszę, czytam i foty robię bo mi się doba wydłużyła a i jakoś wyrazić się trzeba. I oderwać mózgownicę od dziecięcia, domu i wiecznego braku kasy.
A co tam. w duszy gra co ma grać, znaczy się; jeszcze dycham :-)

A! Jako KrainaDeszczowcow się loguję ;-)

było tata… właściwie da-da. Prosto w nos Tamcia w sklepie z zabawkami.
No jasne, że się popłakałam, jak zwykle kiedy mój synek przekroczy jakiś próg.
Teraz czekam na ma-ma.
Bardzo czekam!

Dni sobie podobne, choć troszkę lepiej.
I znowu jestem blondynką. To znaczy Dorotka zrobiła mi pasemka. Efekt jaki jest mozna sprawdzić w galerii bo od razu mi zrobiła portrecik i to taki lepszy.

Kurczę, jakbu mi ze słońcem kobiecość wróciła.

:-)

Joanna Chmielewska mówi, że życie bez namiętności jest nic nie warte. Zgadzam się w tym punkcie z nią, bo codzienność bez czekania na coś jest nudna i szarawa…
Nałogów mimo lat poświęceń i wysiłków nie mam, bo nawet czekoladę, chipsy i piwo potrafię odstawić, więc się nie liczy.
A namietności?…
Muszę pomyślec (?!)
Będzie update później.

Update pierwsze:
Nałogowo kocham mężona, to się robi emocjonalne uzależnienie.
Namiętnie kocham czytać książki. Ostatnio „odrobiłam” Hrabala: Postrzyżyny i Pociągi pod Spejalnym Nadzorem. Wniosek taki: warto było. Uśmiałam sie jak norka nie gorzej jak przy Haszku (że tak spolszczę pisownię z braku znaków)!
czytam nawet z lekkim obrzydzeniem portale z newsami politycznie poprawne i nie poprawne. Chyba po to żeby zawału dostać w młodym wieku. Pfe. Ale sie inaczej nie da :-) bo o czym plotkować, na co kląć?!
Jak się zastanowię to napiszę więcej.

A wy jak z nałogami i namiętnościami?


  • RSS